czwartek, 11 kwietnia 2013

początki opętania, czyli raz jeszcze moja przygoda z Gombrowiczem na nowo

Wiem, wiem chciałoby się zanucić "ale to już było" ... obiecuję, że dalej będzie jak w piosence Maryli Rodowicz "i nie wróci więcej". Dziś niestety nie mogłam się oprzeć aby nie przenieść tej notki w to miejsce, bowiem w ciągu najbliższych kilku tygodni będą pojawiać się na blogu kolejne o książkach Gombrowicza. Przenosząc tekst o Opętanych będę miała wszystko na temat w jednym miejscu. Na Szeptem, szelestem Gombrowicza znajdziecie jeszcze pod tym linkiem.
 

Zastanawiam się od czego zacząć? Czy od tego, że okrutnie się boję, że nie mogę skupić się na pisaniu, bo zerkam na ciemne kąty w domu i wypatruję wyimaginowanych strachów? Czy od tego, że Gombrowicz mnie zaszokował, zadziwił i … to w ogóle nie Gombrowicz? Opętanych wzięłam z półki w przypływie … znudzenia (to tak jak z prze…jedzeniem – delikatnie mówiąc – kiedy zjadłoby się jeszcze COŚ, choć brzuch – też jestem delikatna – pełen). I jakież moje zaskoczenie!? To jest romans …twe kryminał … yyy horror! No tak, bo to jest wszystko w jednym.
Niewielki pensjonat prowadzony przez Maję Ochołowską i jej matkę, z jego okien widok na przerażający zamek w Mysłoczy. W tymże zamku obłąkany książę Holszański, który obłąkanie to odziedziczył po swoich przodkach (czyżby?). Do pensjonatu przyjeżdża Marian Walczak vel Leszczuk, który ma być osobistym trenerem Mai w tenisie. Jako, że chłopak to młody, pewny siebie (zbyt pewny) szuka przygód, które nadarzają się w związku z bliskością osobliwego zamczyska. Zamek, jak na kilkusetletni obiekt przystało ukrywa w swoich komnatach, nie tylko bogactwo dzieł sztuki, których notabene pilnuje narzeczony Mai – Henryk Cholawicki, ale i tajemnice. Na ukryte przed oczami postronnych osób obrazy, meble i inne bogactwa zamkowe łasi się także profesor historii Skoliński, który także gości w pensjonacie Pań Ochołowskich. Jego rzekomy wypoczynek jest tylko pretekstem do zwietrzenia szansy na wzbogacenie się o cenne obiekty muzealne. Jednak wypłynięcie wspomnianej tajemnicy znosi sprawę muzeum na dalszy plan. Tajemnica owa, związana ze „starą kuchnią” dotyczy przeszłości księcia i … ruszającego się ręcznika. Owy ręcznik przyprawia Leszczuka i Maję (jak i wcześniejszych bywalców starej kuchni) o utratę zmysłów, pociągając za tym szereg przedziwnych wydarzeń. Nie tylko groza wyglądająca z okien zamku pozbawia tych młodych ludzi zdrowego rozsądku ale też chyba uczucie rodzące się między nimi. Gombrowicz bowiem do całej grozy powieści dołączył także temat miłości rodzącej się między młodą panną z dobrego domu a prostym chłopakiem. Tajemnicze jest też rzekome obłąkanie starego księcia, wiązane przez pozostałego ze służby zamkowej Grzegorza z przeszłością księcia. Przedziwne zrywy z permanentnego raczej snu następcy, nocne wędrówki po korytarzach zamku i koszmary zwieńczone krzykami „Franio!, Franio!” wraz z całym otoczeniem tworzą tchnący grozą klimat powieści. Lektura Opętanych jest też swoistą przygodą, bo zwiedzając wraz z bohaterami powieści ciemne komnaty i zawiłe korytarze zamku można ze strachu drżeć, zagryzając paznokcie - tak udziela się ta atmosfera. I choć każdy stara się racjonalnie wytłumaczyć sobie fakt ruszania się ręcznika, nie sposób obojętnie patrzeć na własne, wiszące w kuchni. Tajemnica księcia (nie chcę zdradzać choćby jej najmniejszego rąbka, bo to kluczowy aspekt powieści) dosłownie zjada nerwy bohaterów Gombrowicza, sprawia, że włosy stają im na głowie, a usta czernieją tajemniczą siłą. Nikt z odważnych, który przestąpił próg starej kuchni nie wyszedł z niej o zdrowych zmysłach, nikt już nigdy po wizycie w niej nie był taki sam. A Marian i Maja po konfrontacji z opuszczonym dawno pomieszczeniem przestali odróżniać jawę od snu i kontrolować swoje działania.

Tę powieść Witold Gombrowicz początkowo wydawał w odcinkach na łamach kilku dzienników pod pseudonimem Z. Niewieski. Dopiero trzydzieści lat później, czyli w roku 1968 przyznał się do jej autorstwa (a właściwie ostateczna wersja, uwzględniająca zaginione uprzednio zakończenie została wydana w roku 1990!!)  Historia obłąkanego księcia,  opisana jako zwykły kryminał z gotyckimi elementami i nutą romansu była wyrazem przekory jej autora. Gombrowicz dręczony własnym stylem, który dołączał raczej do miana artystycznego, pragnął „puścić się w taniec z pospolitą” (tak pisał do Bruno Schulza sugerując jemu to samo) planuje napisać powieść sensacyjną po to, żeby – jak pisze – „zarobić kupę forsy”. Jednakże w rzeczywistości chodziło o stworzenie nowej literatury i „otwarcie nieznanych terenów duchowej ekspansji”. Rzeczywiście Opętani to – patrząc na dorobek literacki Witolda Gombrowicza – zupełnie nowy nurt (stąd być może ta porażająca odmienność od pozostałych książek, które wyszły spod jego pióra).

Opętani przez krytyków oceniana jako kicz, to powieść przerażająca nawet jeśli nie leje się krew (a może tym bardziej), nawet jeśli myślimy racjonalnie i nie wierzymy w ruszające się ręczniki, pisane na ścianie przesłania, tajemnicze morderstwa i inne dziwne historie. Nawet jeśli jesteśmy sceptykami to i tak Gombrowicz gwarantuje nam to, że się przestraszymy i uwierzymy. Tym bardziej chyba, że Opętani wciągają niczym stara kuchnia, opanowują umysł niczym choroba, powodują utratę zmysłów. Opętują! Brawo!!


J. Franczak, Mezalians [w:] W. Gombrowicz, Opętani, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011.

W. Gombrowicz, Wspomnienia polskie. Wędrówki po Argentynie, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz